“Mówię żonie, że postaram się wrócić z akcji”- rozmowa ze strażakiem Krzysztofem Marszałkiem

0
3295
fot. Pixabay

W ramach rozmów „Wywiady z ciekawymi ludźmi” udałam się do Państwowej Straży Pożarnej mieszczącej się przy ul. Niepodległości w Krośnie. Przeprowadziłam rozmowę z Krzysztofem Marszałkiem- zastępcą dowódcy Jednostki Ratowniczo- Gaśniczej i dowódcą Specjalistycznej Grupy Ratownictwa Wysokościowego.  Mój rozmówca zamiłowanie do służby strażackiej odziedziczył w genach. W tym roku minęły 22 lata odkąd Krzysztof Marszałek spełnia się jako zawodowy strażak.

Kim pan chciał zostać, gdy był dzieckiem? Mali chłopcy zazwyczaj marzą, żeby być strażakiem, policjantem, pilotem lub piłkarzem.

Jeśli powiem, że chciałem zostać strażakiem, zabrzmiałoby to zbyt banalnie, chociaż mundur towarzyszył mi od samego początku. Mój dziadek był naczelnikiem Ochotniczej Straży Pożarnej w mojej rodzinnej miejscowości, a mama zakończyła służbę w stopniu starszego ogniomistrza. Pamiętam, że szabla wykorzystywana w czasie uroczystości  w okresie Świąt Wielkiej Nocy wisiała w szafie bardzo wysoko. Pewnie dlatego, żebyśmy się do niej nie dostali z bratem, bo byliśmy bardzo ciekawi, czy jest rzeczywiście taka ostra i prawdziwa. Niestety nie mogliśmy jej nigdy użyć do naszych dziecięcych zabaw. Może to i dobrze… 🙂

Czytał pan w dzieciństwie książkę pt. “Jak Wojtek został strażakiem” Czesława Janczarskiego? Książka ma już ponad 60 lat. Wychowały się na niej pokolenia Polaków.

Owszem, czytałem „Wojtka” – pewnie jak większość moich rówieśników, ale w dzieciństwie raczej nie przychodziło mi to do głowy, żeby zostać strażakiem. Generalnie moje myślenie o straży pożarnej zaczęło się po zdaniu matury, gdy zacząłem zastanawiać się jaką drogę życiową wybrać.

Poczuł pan wówczas powołanie?

Tak, to z pewnością był jakiś rodzaj powołania. Na pewno w straży nie ma przypadkowych osób. To nie jest zawód takiej kategorii, jak pojmujemy inne zawody, bo to jest służba. Człowiek, który nie ma choć odrobiny powołania i nie odkryje w sobie pasji strażackiej, nie mógłby być strażakiem…

Zatem kiedy rozpoczął pan służbę w straży? 

Służbę w straży rozpocząłem 16 czerwca 1997r. tutaj w Komendzie Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Krośnie. Wcześniej przez 2 lata uczyłem się w Szkole Aspirantów Państwowej Straży Pożarnej w Krakowie. Kontakt z zawodowym pożarnictwem miałem od 1995 r. W tym roku minęły 22 lata odkąd jestem w straży.

Jaką pan pełni funkcję ?

Jestem zastępcą dowódcy Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej. Ta jednostka  to największy wydział w KM PSP w Krośnie. Służy w niej 101 osób podzielonych na 3 zmiany. Czyli  jest 99 strażaków, dowódca jednostki i jego zastępca. Oprócz tego mam jeszcze przyjemność dowodzić Specjalistyczną Grupą Ratownictwa Wysokościowego, która funkcjonuje w naszej komendzie.  To jest 21 osób, które dodatkowo zajmują się ratownictwem wysokościowym z zastosowaniem technik linowych.

fot. KM PSP Krosno

Jest pan spełniony jako strażak?

Cały czas się spełniam. Gdyby szef dowiedział się, że jestem spełniony, to by powiedział: “Jest spełniony, już czas się go pozbywać.” (śmiech)

Co pan czuje, gdy słyszy dźwięk syreny alarmowej i trzeba wziąć udział w akcji?

Trudno to zgeneralizować, co czuję. Nie ma czasu na chwile refleksji. Na pewno dźwięk syreny stawia na nogi. W momencie  pełnienia służby czy to jest pora dzienna, czy nocna, bez względu na wykonywane zajęcia, przerywamy je. Często są to zajęcia szkoleniowe, również drobne prace gospodarcze, które trzeba wykonać na terenie jednostki. Naszym priorytetem jest wtedy: szybko ubrać się ,wsiąść do samochodu i jak najszybciej udać się do miejsca zdarzenia.

( Akurat wtedy odezwał sie alarm, gdy rozmawialiśmy. Na ścianie zaczęło migotać czerwone światełko. Pojawiły się na nim cyfry 1/7. ).

Mój rozmówca wyjaśnia:

Cyfra „1” oznacza pierwszy wóz gaśniczy, „7” -podnośnik. Oprócz alarmu jest jeszcze zapowiedź słowna przez megafon np. “pożar budynku mieszkalnego w Krośnie przy ul. Wierzbowej.”

Strażacy za moment będą wyjeżdżać do zdarzenia.

I tak będą zjeżdżać po rurze?

Ta rura nazywa się ześlizg. Strażacy będą po niej zjeżdżać z I piętra na poziom garażu. Jeżeli ktoś ma bliżej, to zejdzie na dół po schodach.

Podobno czas na założenie ubrania ochronnego, gdy trzeba jechać do pożaru, to niecała minuta?

W ciągu dnia mamy czas do 30 sek., w nocy to się wydłuża do 60 sek. W tym czasie trzeba jeszcze dotrzeć do ześlizgu.

Iloma samochodami dysponuje Państwowa Straż Pożarna w Krośnie?

Wszystkich samochodów w komendzie mamy 17. W dyspozycji Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej pozostaje 12. To są pojazdy ratownicze i ratowniczo – gaśnicze, które na co dzień są wykorzystywane podczas działań. Pięć z nich jest obsadzonych stałą dzienną obsadą, reszta według bieżących potrzeb.

Planowany jest zakup nowych wozów strażackich ? 

Myślę, że jest wystarczająca ilość samochodów. Jeśli chodzi o województwo podkarpackie, jesteśmy jedną z trzech największych komend. Na każdej z trzech zmian codziennie pełni służbę 18 ludzi przez 24 godziny na dobę. Większość jednostek, które działają na terenie Podkarpacia, to są  ilości od 7 do 12 osób. Np. w  Lesku, Ustrzykach jest 7 osób na zmianie. Powiem szczerze, że bardzo podziwiam chłopaków. Do zdarzenia od nas wyjeżdża minimum 10 osób, a tam strażacy jadą w piątkę i muszą sobie poradzić.

Jakie emocje towarzyszą panu przy gaszeniu pożaru, wzrasta poziom adrenaliny i strachu, pojawia się obawa o własne życie?

Na pewno adrenalina jest. Ale tu nie chodzi o adrenalinę, my nie robimy tego wszystkiego dla adrenaliny. Strach też oczywiście się pojawia zależnie od sytuacji, od tego co się dzieje. Jesteśmy normalnymi ludźmi, też się boimy, mamy obawy przed tym, co  może nas spotkać podczas działań . Mamy jednakże taką pewną cechę, która pozwala nam w sytuacjach, w których większość ludzi będzie uciekać z zagrożonego miejsca, dotrzeć tam i zrobić to, co mamy do zrobienia. Uratować ludzkie życie, czyjeś mienie.

Proszę opowiedzieć o akcjach, które szczególnie utkwiły panu w pamięci.

Tych akcji przez ponad 20 lat było bardzo dużo. Nie chciałbym wspominać, bo to chyba takie naturalne,  że na poziomie pewnych mechanizmów obronnych naszej psychiki próbujemy wyprzeć z pamięci te takie najbardziej drastyczne, traumatyczne zdarzenia, aczkolwiek nie jest to do końca możliwe. Zdarza się tak, że jakieś trudne przeżycie zostało gdzieś zapomniane, zostawione. Bywa, że później to wraca. Ma wpływ na obecną sytuację.

Gdy jestem w domu, to nie rozmawiam o pracy, a jeżeli już to są to rozmowy niezwiązane z prowadzonymi działaniami. Z  takich ciekawszych akcji mogę opowiedzieć, że brałem udział w gaszeniu statków powietrznych,  uwalniałem osoby, które na skutek katastrofy lotniczej potrzebowały naszej pomocy.

Psychoanalityczne pytanie: śnią się panu pożary? 

Bardzo rzadko śnią mi się pożary. Po jakichś ciężkich zdarzeniach, drastycznych wypadkach, pożarach, gdzie mieliśmy kontakt z rzeczami ostatecznymi- ze śmiercią, zawsze staramy się pomóc sobie i swoim kolegom. Mamy w straży zatrudnionego etatowego psychologa. Zdarza się, że koledzy korzystają z jego pomocy. Uważam że rozmowa z osobą kompetentną, która ma fachową wiedzę na temat konstrukcji ludzkiego umysłu, a zarazem patrzy na sytuacje z dystansem, pomaga i daje wsparcie.

Co pan czuje, jak uratuje człowieka?

To jest  trudne do opisania. Mam na swoim koncie zawodowym, jeśli można tak powiedzieć, doświadczenia związane z uratowaniem ludzkiego życia. Człowiek uświadamia sobie jako ratownik, że uratowało się komuś ojca, męża, brata-człowieka takiego samego jak my wszyscy. Oprócz tej naszej satysfakcji z ocalenia człowieka, dajemy radość ludziom, których nie widzimy na oczy- rodzinom osób, które ocalały. Jest to przyjemne uczucie.

Z upływem czasu daje się radę zahartować na takie trudne, dramatyczne sytuacje? Jest to w ogóle możliwe ?

Tak do końca pewnie nie. Chociaż wydawałoby się  nam strażakom, że jesteśmy zahartowani, że widzieliśmy już tyle, że w zasadzie więcej nic nas nie przestraszy, ani nie zaniepokoi.

Na pewno nabiera się dystansu do pewnych sytuacji i z upływem czasu jest się bogatszym w doświadczenia. Nie jesteśmy maszynami, tylko ludźmi, którzy mają swoje uczucia.  Dla każdego jednego strażaka uświadomienie sobie w pewnym momencie:” Zrobiłem, ale nic nie czuję, nie mam w związku z tym żadnych emocji” jest sygnałem, że gdzieś tam „coś” powoli zaczyna się w nas zaburzać. Generalnie musi być ten czynnik ludzki, czynnik takiego czucia wszystkiego tego, co  wokół nas się dzieje. Musimy to poczuć i odchorować pewne sytuacje- mówiąc kolokwialnie.  Musimy sobie z nimi poradzić, „przetrawić je” i za kilka dni być “świeżym” i gotowym do służby.

Jakimi cechami osobowości powinien odznaczać się kandydat na strażaka, potencjalny strażak?

Taka osoba musi być przede wszystkim odpowiedzialna i mieć świadomość tego, że to nie jest praca taka jak każda inna, tylko to jest służba, która nieraz wymaga poświęceń. Służymy w ramach jednostki na ściśle określonym terenie, ale gdy dochodzi w Polsce do jakiegoś kataklizmu czy do zdarzenia technicznego  np. zawali się hala, to musimy pojechać i pomóc w pracy innym strażakom. Zdarzało się,  że zadzwonił telefon o godz. 2 w nocy, a ja byłem w domu i w ciągu kilkunastu  minut trzeba było pokazać się w jednostce. Czasu było niewiele. Wrzuciłem zapasową koszulkę do plecaka, wziąłem kartę do bankomatu i mówię żonie, że postaram się wrócić z akcji. Tak się zdarzało, gdy były np. powodzie w naszym województwie (w okolicach Tarnobrzega, Ropczyc) i województwie świętokrzyskim ( w Sandomierzu).

Kandydat  na strażaka  powinien być cierpliwy, odporny psychicznie, powinien posiadać umiejętność działania i podejmowania decyzji w trudnych warunkach. Oczywiście te cechy będą  kształtować się w czasie służby. Powinien też  umieć współpracować z innymi osobami-współpraca jest istotna, choćby dlatego, że minimalna grupa zdolna do podjęcia działań to są dwie osoby. U nas nazywa się to rota. Nie ma mowy, żeby np.: do pożaru, zadymionego pomieszczenia weszła wyłącznie jedna osoba. Zawsze pracujemy  minimum w dwie osoby.

Proszę powiedzieć w telegraficznym skrócie czym jeszcze oprócz gaszenia pożarów zajmują się strażacy?

Zakres działań mamy szeroki. Oprócz gaszenia pożarów interweniujemy podczas  zdarzeń takich jak wypadki komunikacyjne, katastrofy budowlane i chemiczne, likwidujemy zagrożenia ekologiczne, zajmujemy się wspomnianym już ratownictwem wysokościowym, udzielamy kwalifikowanej pierwszej pomocy, jesteśmy też potrzebni w czasie klęsk żywiołowych. Czasami mamy banalne zadania do wykonania  -zdjęcie kota z drzewa, który przesiedział 2 noce i nie może zejść.

My strażacy musimy być poniekąd uniwersalnymi ludźmi, bo musimy znać się na budowlance, na chemii, na siłach, które działają podczas wypadku i jeszcze na wielu innych rzeczach.

Osoba budzi się w środku nocy i widzi, że w jej mieszkaniu wybuch pożar. Jak powinna zachować się w takiej sytuacji?

Bardzo dużo ludzi nie jest w stanie obudzić się w czasie pożaru. Jeżeli pali się w pomieszczeniu, to lotne substancje, które wytwarzają się podczas spalania, zwłaszcza tworzyw sztucznych, powodują,  że ludzie zatruwają się toksynami. Pojawia się również ogromnie toksyczny, a przez to niebezpieczny gaz – tlenek węgla.

Gdyby udało się obudzić, to trzeba poruszać się jak najbliżej podłogi , bo wysoka temperatura i te wszystkie trujące substancje w większości układają się od góry ku dołowi i zatrzymują się  przez jakiś czas na pewnej wysokości. Następnie trzeba spróbować zorientować się w terenie, wyobrazić sobie mapę mieszkania i poruszając się na czworakach (zwłaszcza gdy pomieszczenie jest silnie zadymione), próbować  czym prędzej dostać się do wyjścia. Zdarzały się przypadki, że ktoś ewakuował się przez okno, bo udało mu się zbić szybę.

Najważniejsze, żeby obudzić się w takiej sytuacji. To jest podstawa. Wielu ludziom nie było to dane, niestety.

My strażacy kiedy przyjeżdżamy do pożaru, bardzo często do pomieszczeń wchodzimy na kolanach, oczywiście mając już rozwiniętą linię gaśniczą i wodę, jak to się mówi „na pyszczku prądownicy” uchylamy delikatnie drzwi, sprawdzamy, co dzieje się w środku. Będąc w zadymionym pomieszczeniu jesteśmy nisko przy podłodze, poruszamy się wzdłuż ścian. Staramy się przy ścianach dotrzeć do okna. Zlokalizować miejsce spalania. Po ugaszeniu ognia (choć czasem odbywa się to równocześnie) otwieramy okno, wietrzymy.

Jakie są wasze powiedzenia strażackie znane tylko strażakom?

Pewnie kilka by się znalazło, ale nie mam pewności, czy nadają się do szerszej publikacji 🙂

Więc nie usłyszę powiedzonek. Ale przynajmniej wiem jaką kawę pijecie. Daje kopa.

Pijemy mocną kawę, żeby dała nam jak najwięcej energii potrzebnej do działania. Ale to wynika z tego, że u nas jest w większości męskie grono. Chociaż muszę powiedzieć, że mamy też i panie  w Jednostce Ratowniczo- Gaśniczej.

Ile jest kobiet w jednostce?

W Jednostce Ratowniczo- Gaśniczej pełnią służbę Katarzyna i Anna. Kasia jest kierowcą, jeździ tymi naszymi wielkimi samochodami. Zdarza się, że gdy przyjeżdża do zdarzenia ludzie pytają: “Pani za kierownicą takiego wielkiego auta, jak pani sobie poradzi? ” A radzi sobie świetnie.

Powiem pani, że  kobiety znakomicie odnajdują się w pełnieniu służby strażackiej. W niczym nie ustępują mężczyznom. Mało tego, w wielu sytuacjach pewne cechy właściwe kobietom są wręcz niezastąpione. Czasami my mężczyźni nie jesteśmy w stanie ogarnąć tego tak, jak robią to kobiety z tą swoją kobiecą intuicją i  podejściem.

Dziękuję za rozmowę. Wszystkiego dobrego życzę.

Dziękuję 🙂

Rozmawiała:  Monika Szymańska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ